Cut ‘n’ Pasted czyli Amon Tobin by trzyczternascie

Tym razem znowu wyręczy mnie Marek czyli trzyczternaście. Mam nadzieję że notka wam się spodoba, ponieważ też darze Amon’a wielkim szacunkiem i sympatią. Nie napisałem jeszcze o Pieno Lazeriai a już zbombardował mnie nowy The Strange Fruit Project i Wax Tailor, więc o tych dwóch płytach będzie następnym razem. Zapraszam na Amon’a. – cmykluv

Jako jeden ze współredaktorów bloga cmykluv znów zobowiązałem się do napisania kilku słów, a raczej bezczelnie się wprosiłem. Nie wiem jak oceniacie mój poprzedni tekst o zespole Osjan, mam nadzieję, że zasłużę jeszcze na chwilę uwagi.
amon_tobin-foley_room_promo_b.jpg

Spędziłem dziś trochę czasu w ciemni, wywołując filmy, gdzie jak zawsze towarzyszyła mi muzyka. Zasiedziałem się trochę przy Amonie i skutek był taki, że całkiem zapomniałem o filmie, który akurat kąpał się w odczynnikach, co skończyło się jego całkowitą destrukcją i w dodatku moją irytacją. Dobra do rzeczy :P

Amon Tobin to brazylijski muzyk urodzony 7 lutego 1972 roku w Rio de Janeiro. Jako, że w sprawach merytorycznych gdzie potrzebna jest wiedza, troszeczkę czasem boleję, więc wolę pisać o samych obrazie twórczości danego artysty. Dziś kilka słów o najnowszej płycie Tobina ” Foley Room” wydanej przez znaną wytwórnię Ninja Tune w Marcu 2007 roku.

Krążek stworzony jest z różnorakich sampli, nagrań odgłosów takich jak np. silnik motoru. Niektóre z nich są od razu rozpoznawalne, a inne mocno przetworzone. Patrząc na ogół, sprawia on wrażenie jakieś pociętej materii następnie posklejanej w jakąś formę daleką od poprzedniej. Takie puzzle pasujące do siebie kształtem lecz tworzące surrealistyczny obraz. Amon rozbija coś gotowego na cząstki elementarne, przy tym mistrzowsko zachowując rytm, np. utwór otwierający płytę czyli Bloodstone to taki mazurek Chopina, zagrany z typową przypominającą Toma Waitsa ironią, a całość wrzucona do jakiegoś boskiego miksera kuchennego, którym obraca Brazylijczyk wplatając w to mocne basy przypominające trochę Archive, tak jak się sypie przyprawami do zupy, a powiem wam, że dla mnie taka zupka nie jest za słona, ale niektórym może się taka wydać. Foley Room przypomina też jakąś niesamowitą wycieczkę na wysypisko rozsypanych, rozrzuconych, połamanych dźwięków, nie nadających się już do niczego patrząc na nie w sposówb indywidualny, widać to chyba najlepiej w utworze “ Kitchen Sink “. Niektórym takie połączenie awangardowych elektronicznych dźwięków, zmodyfikowanych sampli i basów może zmęczyć lecz jestem pewien, że znajdą się też tacy, którzy wolą ekspresję od wpadających w ucho melodii. Ja jednak takie podróże w świat przypominający film “Mikrokosmos” bardzo lubię, świat w którym rytm wytyczają ruchy skrzydeł owadów. Skojarzyło mi się to przy słuchaniu utworu ” Big Furry Head “

Amon Tobinesthers

-trzyczternascie-

~ - autor: trzyczternascie w dniu maj 28, 2007.

Dodaj komentarz