Mama’s love will make you grow by cmykluv
Trzeba się wziąć do roboty, szczególnie że 11.09 idę na niezbyt ciężką operację i będę miał 2 tyg szkoły z głowy. Na pewno spędzę ten czas słuchając muzyki więc będzie co opisywać. Po weekendzie sprobuje opublikować relacje z Opener‘a.
Na dzisiaj wybrałem, ostatnio mój ulubiony zespół Wassabi Collective. Niesamowitą mieszankę styli, gatunków oraz głosów.
Zapraszam was więc na mały występ :
Wassabi Collective

Podając za ich stroną: Chcą aby żywe, organiczne, electroniczne groovy, gładkie tekstury jazzu, hip hop, reggae, house, oraz perkusja tworzyły naturalną mieszankę składającą się na brzmienie Wassabi Collective, którego skład wchodzą: Melissa Meretsky (voc i perkusja), Brent ‘Gisto’ Hongisto (gitara i voc), Jimmy Lewis (bębny i voc), Scott Milne (bass) and Rahj Levinson (klawisze). Kanadyjski zespół jest uważany za najlepiej koncertujących wykonawców z kraju klonowego soku. Grają od 7 lat, i w ich ojczyźnie jest o nich głośno. W Europie nadal nie zostali zauważeni przez szerszą widownię. W przypadku Wassabi nie obowiązuje powiedzenie że jak wszystko to nic, mieszając niemal wszystkie gatunki muzyki nie gubią własnej niepowtarzalnej głębi. A Melissa ma jeden z najlepszych damskich voc. jakie kiedykolwiek słyszałem. Grupa wydała dwie płyty : “Cato” (2004) oraz “Stories Not Forgotten” (2007) (chyba była jeszcze jakaś koncertówka ale z uwagi na to, że nigdy za płytami “live” nie przepadałem i nie mam dostępu do swojego komputera to nie jestem w stanie nic o niej powiedzieć). Piosenek możecie posłuchać na ich MySpace. Ja wrzucę jeszcze dwa których tam nie ma a które bardzo lubię:
Pierwszy to : Herb
Spokojny kawałek, z podkładem wzorowanym na jamajskich riddimach. Zaczyna się od lekkiego reggae jednego z chłopaków, potem przechodzi w głęboki głos jedynej kobiety w zespole, następnie odzywają sie pozostali. Całość jest bardzo spokojna i kojąca, nie ma mocnego bass’u, podkład jest bardzo rytmiczny, a wstawki gdy wszyscy śpiewają naraz zasługują na brawa. Melissa udowadnia w nim, że nie tylko ma świetny głos i umie śpiewać ale potrafi się dopasować i momentami stylizuje śpiew tak by brzmiało to bardziej jamajsko.
Drugi to : Ylang Ylang
Całość zaczyna się spokojnie, trochę mrocznie, słychać perkusję oraz widać że w ruch poszła elektronika. Z czasem narasta napięcie, muzyka staje się coraz cięższa. W pewnym momencie podkład wyraźnie przyśpiesza by potem powrócić do spokojnej formy z początku. Zaraz po tej zmianie coraz mniej słychać perkusję a więcej w tym wszystkim jest komputerowej elektroniki co absolutnie niczego nie psuje. Około trzeciej minuty na mikrofon wchodzi Melissa, śpiewając nieśpieszącym się nigdzie, tęsknym głosem o tym by “wierzyć w jutro a żyć dla dzisiaj”. Na minutę przed końcem następuje zmiana klimatu o 90 stopni, dalej słychać perkusję, lekką elektronikę ale staję sie jakby bardziej funkowo. Gdy znów wchodzi M. podkład wraca do poprzedniej formy, po refrenie utwór się kończy.
Jestem pod wrażeniem jak tym muzyką udaję się z taką łatwością łączyć w jedno taki wachlarz gatunków muzycznych. To że prawie wszyscy udzielają się na vocalu również liczy się in plus. Podoba mi się to że perkusja w ich kawałkach mimo iż zawsze w tle- stanowi istotny element misternej układanki. Widać że każdy z załogi ma coś do roboty i jest równie ważny w zespole. Polecam również przesłuchać piosenki z ich MySpace do którego link dałem na początku.
PS. Zapraszam do komentowania, zawsze milej się piszę gdy się wie że ktoś poświęcił swój czas na przeczytanie moich wypocin.
-cmykluv-

przeczytałam:)
wszystko mi się podoba.
miałam jeszcze coś dodać, ale nie.
a ja chciałem powiedzieć, że już niedługo chyba pojawi się mój tekst prawdopodobnie o Tuxedomoon, którymi jaram się i jaram